Każdy chyba w swoim życiu chociaż raz przeczytał książkę Sparksa… Nie? To na pewno widzieliście jakiś jego film, bo hity romantycznych piątków, takie jak Pamiętnik czy List w butelce to właśnie dzieła Nicolasa.

Ja kilka dni temu skuszona wolnym czasem, a wyczekiwaniem na pukanie kuriera do drzwi z moimi nowymi książkami, postanowiłam, że przeczytam jedną książkę z czytanika. Padło na pierwszą pozycję – Nicolas Sparks Spójrz na mnie. Znałam Sparksa już od czasu, gdy w podstawówce stawiałam swoje pierwsze kroki w bibliotece szkolnej. Zawsze trafiałam na te książki (na zmianę z Cobenem), zawsze je doczytywałam, bo za młodu to różnie było z tym moim czytaniem, i zawsze chciałam czytać więcej podobny historii.

Collin nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Brak zainteresowania rodziców, dorastanie w szkołach wojskowych, potem problemy z agresją i zatargi z policją. Maria natomiast zawsze czuła wsparcie rodziny – jako mała dziewczynka, a także później, podczas studiów prawniczych i na początku kariery zawodowej. Pewnie trudno byłoby znaleźć dwie bardziej różniące się historie. I dwa tak niepodobne do siebie charaktery.
A jednak przeciwieństwa najwyraźniej się przyciągają. Maria i Colin zostają parą. Wszystko świetnie się zapowiada, dopóki ona nie zaczyna otrzymywać dziwnych wiadomości od anonimowego prześladowcy.

Dziś, kiedy skończyłam najnowszą powieść Sparksa, stwierdzam, z ręką na sercu i ponosząc tego pełne konsekwencje, że kiedyś jego styl podobał mi się bardziej. Niestety ta powieść chyba średnio mu wyszła, szczególnie, jeśli chodzi o fabułę i gatunek literacki, bo bardziej był to kryminał (za tym gatunkiem nie przepadam, wybaczcie) a nie obyczajówka, na którą własnie miałam ochotę. Więc jeśli oczekujecie książki opływającej w miłość, może moment dramatu, jeśli oczekujecie po Sparksie morza łez wylanego na ostatnich stronach powieści, to tutaj się to nie uda.

Abstrahując od gatunku, jest jeszcze kilka nieścisłości, nad którymi nadal się głowię.
Tytuł. ? Do czego się odnosi? Co autor miał na myśli? Może ktoś to rozgryzł, jeśli tak, proszę o wyjaśnienie w komentarzach.
Niedokończone wątki. ? Moim zdaniem, autor dopiero raczkuje w gatunku kryminału. Kilka wątków w tej książce nie zostały dokończone, był pomysł na fabułę, ale czy bał się ciągnąć poniektóre wątki, czy po prostu zapomniał? (Dla oczytanych, wątek psa Copo, rozpoczęty, a i tak nie wyjaśnione kto, co, jak i dlaczego)

Mam jeszcze kilka innych sugestii co do treści, nie chcę wam jednak zdradzić całej książki. Jestem chyba jedyną osobą, której opowieść o wielkiej miłości/nie miłości hiszpanki Marii i młodego sportsmena Collina, nie zachwyciła, a nawet znudziła. Jestem przyzwyczajona przez autora do potoku łez, do miłości takiej,  której pragnie każda dziewczyna, wielkim zakochaniu, wielkim bum, wielkim rozczarowaniu i wielkim come back’u , z ogromnym NIESZCZĘŚLIWYM zakończeniem, bo własnie do takich przyzwyczaił nas Sparks. I właśnie tego oczekiwałam, a dostałam opowieść o parze, która się lubi, ale ona jakby nie do końca mu ufa, a on jakby był obojętny na to czy ona jest, czy jej nie ma. Zachował się jak każdy normalny człowiek, pomógł kobiecie w potrzebie, ale nie koniecznie pała do niej uczuciem.

Nie wiem już sama co mam myśleć, mam lekki chaos w głowie, bo na prawdę oczekiwałam czegoś innego. Mogę wam powiedzieć w sekrecie, że miałam ochotę trochę popłakać, a tu co? Kiepski kryminał z happy endem. Nie dziękuję.

Czytam opinie czytelników na lubimyczytać.pl i myślę, że podoba się to fanom Sparksa. Coś innego, odejście od schematu, nowy styl pisarza. Na mnie to nie zrobiło żadnego wrażenia, a nawet trochę zniechęciło. Brakuje mi historii pokroju I wciąż ją kocham lub Najdłuższa podróż. Niestety, nie było mi pisane popłakać nad losami bohaterów, a raczej udało się wynudzić. Trudno. Mam nadzieję, że kolejna jego powieść bardziej mi się spodoba, i że autor wróci do swoich starych, dobrych, dramatycznych historii.

Z bólem serca 5/10