Czy publiczna chłosta jest na pewno najlepszą karą? Wyobraźcie sobie, że stoicie przed tłumem ludzi, każdy z nich na głos wykrzykuje wam wasze wady i wytyka palcami. Gdzieniegdzie z tłumu ktoś spojrzy bardziej przychylnie, ale to nic w porównaniu ze słowami, które rzucane jak granaty roztrzaskują się o nas i niszczą nam psychikę na całe życie.

Nie tak dawno czytając książkę Jane Eyre uświadomiłam sobie, że publiczne upokorzenie było jedną z najgorszych możliwych kar. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, do momentu aż nie wyobraziłam sobie siebie, jak bym się zachowała w takiej sytuacji? Nie dziwię się, że kary publicznego poniżania zaprzestano w XIX wieku, tylko czy na pewno?

„Upokorzenie jest powszechnie uważane za karę gorszą niż śmierć. Wydaje się dziwne, że stosowaliśmy je jako karę łagodniejszą. Wiedzieliśmy przecież, że ludzki umysł rzadko dochodzi prawdy na jakiś temat, nie zbłądziwszy wcześniej na zupełne manowce. ”

Benjamin Rush, marzec 1787

W dobie internetu, gdzie każdy internauta myśli, że może bezkarnie osądzać człowieka, w dobie internetu, gdzie nikt już nie ma zahamowań nikt już nie może czuć się bezpiecznie. Bez problemu możemy oczerniać obce nam osoby, pisać na ich temat wszystko, myślimy, że nikt nie może wyciągnąć z tego konsekwencji. Ogromny błąd… ogromny.

„To poniekąd ekscytujące obserwować czyjąś autodestrukcję, kiedy ten ktoś nie zdaje sobie z tego sprawy.”

Jeden z komentarzy internautów w.s. Justine Sacco

Szczerze boję się wypowiadać na temat najnowszej książki Jona Ronsona. Boję się, że ktoś(lub nawet sam autor) może pociągnąć mnie do odpowiedzialności, za źle sformułowane zdanie, źle postawiony cudzysłów, lub błędnie przepisany cytat. Oczywiście, w tym momencie trochę sprawę wyolbrzymiam, ale dla własnego bezpieczeństwa cytaty sprawdzę dwa razy…

    „#WstydźSię!” uświadamia człowieka, jak używać cudzych słów, jak i co pisać w internecie, jak zniszczyć człowiekowi życie…. Z boku musi wyglądać to okropnie, i właśnie my jesteśmy takimi obserwatorami z boku, możemy przyjrzeć się, jakie błędy potrafią popełnić ludzie i jak inni ludzie potrafią ich przez to nienawidzić… Często od osób starszych słyszymy, żeby uczyć się na czyichś błędach, tutaj mamy taką szansę, bo książka Jona Ronsona to zbiór ludzkich pomyłek, ludzkich błędów, na których powinniśmy się uczyć…

Myślę, że każdy z nas ma za uszami taki przykry epizod z życia internetowego, który chciałby zapomnieć. Głupi wpis na Facebooku, upokarzające zdjęcie na Instagramie, notka na blogu, której się wstydzimy…Autor książki, na prawdziwych przykładach, na osobach, które przeżyły publiczne upokorzenie z powodu zamieszczenia niewłaściwych wpisów w internecie, pokazuje nam jak ludzki umysł i  różne osobowości radzą sobie z życiem ‚po’, jak toczą się ich losy, kto się od nich odwrócił i jak starają się odczepić od siebie łatkę i piętno człowieka, który upokorzył się w internecie. Jak wiadomo, co raz znalazło się w internecie – zostanie tam na zawsze, tylko jak z tym żyć?

     ”Dzięki internetowi publiczne zawstydzanie przeżywa dziś renesans. Jesteśmy świadkami demokratyzacji sprawiedliwości. Milcząca większość w końcu doszła do głosu. Jak go wykorzystujemy? Jesteśmy bezlitośni w wytykaniu innym błędów. Tworzymy definicje normalności, rujnując życie tych, którzy nie spełniają naszych kryteriów. Używamy wstydu jako formy społecznej kontroli.”

 Książka pisana przez reportera Jona Ronsona ma swój styl, do którego  czytelnik musi się przyzwyczaić. Myślę, że mogłabym ją ‚podciągnąć’ pod reportaż, szczególnie, że jest to literatura faktu. Czytając każdą z historii przytoczonych przez autora niejednokrotnie zachodziłam w głowę, jak takie wydarzenia mogły w ogóle mieć miejsce. Jak to możliwe, że człowiek potrafi drugiemu człowiekowi wyrządzić taką krzywdę.

Książka – reportaż o sile internetu, mocy internautów, o zniszczonych życiach i próbach ich naprawienia. O determinacji i sile, jaką trzeba włożyć w ponownie stawanie na nogach…

Czytana przeze mnie w sumie kilka godzin, na lotnisku umiliła mi czas, jednak przyłapywałam się na tym, że czytam ją z otwartą buzią. Bardzo lekko napisana, czyta się szybko, jak dla mnie mocne 7/10

Polecam przeczytać, każdy, kto używa internetu powinien zobaczyć, jakie są konsekwencje pisania w tym cybernetycznym świecie