Debiut. Każdy autor musiał przez to przejść. Pierwsza wydana książka jest albo wielkim sukcesem, albo porażką. Często nie zależy to od samej treści, chociaż wiadomo, że jak książka jest wyjątkowo dobra to raczej stanie się bestsellerem. Jednak co z tymi ‚mniej udanymi’ pozycjami? Często stoi za nimi dobry PR wydawnictwa lub na przykład dobrze wyglądająca okładka na instagramie. Czy tak było w tym przypadku? Co pomogło Prokuratorowi znaleźć się w pierwszej dziesiątce top nowości na stronie empika? Nie wiem, nie mnie oceniać, ja książkę przeczytałam i mam zamiar podzielić się z wami swoimi spostrzeżeniami.

Kiedy wrzuciłam pierwsze zdjęcie na instagrama z Pokuratorem opinie były wyjątkowo podzielone na czarne i białe. Połowa z komentujących uważała debiut autorki za wyjątkowo udany, połowa za totalną porażkę. Ja już na wstępie mogę wam powiedzieć, że stoję pomiędzy. Jestem „szara” spośród wszystkich czytelników, bo książka nie była ani zła ani wyjątkowa. Ot – książka na jeden wieczór dla rozluźnienia się.

Trzydziestoletnia, niezwykle atrakcyjna Kinga Błońska jest szczęśliwą kobietą. To znaczy była. Od wielu lat dzieliła życie z tym samym mężczyzną a zawodowo, jako błyskotliwa adwokatka, odnosiła sukcesy na sali sądowej. Teraz jednak fortuna przestała jej sprzyjać: nie dość, że przyłapała męża na zdradzie, to musiała również podjąć się prowadzenia sprawy groźnego bandyty „Szarego”. Co gorsza, „Szary” jest jej przyrodnim bratem, z którym od dawna nie miała – i nie chciała mieć – nic do czynienia.
Wydarzenia ostatnich tygodni postanawia odreagować w dyskotece. Po raz pierwszy w życiu ma ochotę zachować się nieodpowiedzialnie… i udaje się jej to aż za bardzo. Ląduje w mieszkaniu Łukasza, którego dopiero co poznała na parkiecie. Po niesamowitych miłosnych uniesieniach, zaspokojna seksualnie, ale skacowana moralnie, ukradkiem wraca do domu. Zaledwie kilka godzin później przekonuje się, że pech upodobał ją sobie na dobre: „facet na jedną noc” okazuje się prokuratorem prowadzącym sprawę jej przyrodniego brata. Jakby tego było mało, wszystko wskazuje na to, że pozasłużbowe kontakty Kingi i Łukasza nie ograniczą się do jednego gorącego spotkania…

Akcja książki rozgrywa się w Gliwicach, które, tego pewnie nie wiecie, są moim rodzinnym miastem, i przyznam, że za to, może niesprawiedliwie, przyznaję małego plusika tej książce. Każdemu chyba lepiej czyta się lektury, które akcje mają w waszym mieście, albo główny bohater ma tak samo na imię jak wy. To chyba podświadomość. Wracając do książki, trzeba przyznać autorce, że dość skrupulatnie i dokładnie opisuje moje miasto i miejsce znalazło się nawet dla słynnej kawiarenki na Zwycięstwa – Wisienki (dla odwiedzających Gliwice – polecam Wisienkę, od lat pyszne ciasta)

Ostry seks, ostry język, ostra akcja. Jeszcze żadna polska gwiazda nie eksplodowała z taką siłą na firmamencie polskiego kryminału.

No właśnie… Bez biciq przyznaję, że te słowa wypisane na okładce książki rozśmieszają mnie za każdym razem, gdy je czytam. Śmieszyły, zanim przeczytałam środek książki i śmieszą po jej przeczytaniu. Nic  w tych dwóch zdaniach nie jest  zgodne z prawdą. Bo ani seks w książce nie był ostry, ani ostry język, akcja też jako taka, no i co do kryminału też mi się ciężko zgodzić…Ale! Zawsze jest jakieś ale. Jeśli ktoś nie oczekuje erotyzmu jak w Greyu, akcji jak u Mroza a ostry język to dla niego parę przekleństw – to śmiało czytajcie Prokuratora. Bo jedyna myśl jaka nasuwa mi się po dniu spędzonym nad tą książką to właśnie te słowa. To nie Grey, to nie Mróz, to nie Coben, to nie erotyk ani nie kryminał. To opowieść na jeden wieczór dla zapracowanych, które przy lekturze potrzebują się „odmóżdżyć”, a przy debiucie Świst maja taką szansę, bo i się pośmieją, i porumienią i też wytrzeszczą oczy, bo tego się nie podziewali.

Podsumowując. Książka lekka, przyjemna, dla każdego, kto chce przy lekturze się rozluźnić. Myślę też, że to idealna pozycja na długi weekend, da rozrywki, dla osób, które na co dzień nie czytają książek, ta będzie dobrym poczatkiem.